Posts Tagged ‘Devil May Cry 4’

Devil May Cry 4

3 grudnia 2009

Ostatnio miałem okazję pograć w DMC4 (mhm, 16zł, jak można było nie skorzystać) i jestem pod wielkim wrażeniem tej gry. Dość powiedzieć, że lokalna policja dostała raporty o szaleńcu z wielkim mieczem i skleconym domowymi metodami rewolwerem. Tak więc postanowiłem sklecić krótką recenzję.
A więc gra zaczyna się atakiem na Jego Świątobliwość (khe, khe). A dokonuje go… Dante. W pierwszej części gry naszym protagonistą jest Nero, młody rycerz Zakonu Miecza. Już w samouczku toczymy walkę z Dantem, która w porównaniu do kolejnej, już prawdziwej walki z nim, jest po prostu beznadziejnie łatwa. Mimo przybicia mieczem do ściany (!) Dante, jak gdyby nigdy nic, wyjmuje miecz z serca i ucieka. No i zaczyna się pogoń przez 10 zróżnicowanych lokacji.
Przy wycinaniu hord demonów naszym orężem będzie spory miecz z wtryskiem paliwa (o_o) o nazwie Czerwona Królowa, dwulufowy rewolwer zwany Błękitną Różą (swoją drogą, niezbyt skuteczny) i coś, co według mnie jest najfajniejszym narzędziem zniszczenia w historii gier – Ramię Diabła. Pozwala ono przyciągać przeciwników i rozmazywać ich po podłodze/ścianie, a także wiele innych, soczystych animacji.
Jednak w pewnym momencie następuje zmiana i przejmujemy kontrolę nad Dantem. Ten ma zdecydowanie inny styl walki. Jest szybszy, nieco bardziej skoczny, zamiast Ramienia Diabła ma do dyspozycji 4 style walki, a także znacznie większy arsenał. Zacznijmy od broni palnej – dwa pistolety Ebony i Ivory, obrzyn Coyote-A i… walizka. Ta nosi nazwę Pandora, i jak informuje nas gra, potrafi zmienić się w 666 przydatnych przedmiotów. W grze mamy okazję zobaczyć gatlinga, kuszę na wybuchowe pociski, wyrzutnię rakiet i… działo laserowe. Do walki wręcz oddano nam miecz Rebeliant, Gilgamesha, służącego do walki wręcz a także Lucyfer, broń tworząca wybuchowe miecze, które można posłać w dowolnym kierunku. Jednak te dwie ostatnie niezbyt przypadły mi do gustu, przez co grę ukończyłem używając tylko Rebelianta.
Kilka słów o przeciwnikach. Są oczywiście zwykłe kukły do bicia (Scarecrow) które wystarczy chwilę posiekać, ale część przeciwników wymaga użycia taktyki (no, chyba że chcesz stracić połowę życia tuż przed walką z bossem…). Choćby taki Bianco Angelo. Walki z nimi są dynamiczne, trzeba dobrze opanować uniki, tym bardziej że ciosy są skuteczne jedynie od tyłu. No i oczywiście bossowie. Walki z nimi są epickie. No i oczywiście na każdego trzeba znaleźć strategię. Za to twórcy poszli nieco na łatwiznę i są niezbyt dostosowane do obu postaci. Np. taki żabi boss – jako Nero musiałem się troche z nim pomęczyć, ale już jako Dante pokonałem go z utratą jedynie niewielkiego skrawka życia.
No i jakbym nie mógł wspomnieć o przerywnikach filmowych. Są świetnie zrealizowane, te ukazujące sceny walki są dynamiczne i pięknie się prezentują, zaś te popychające fabułe niczym specjalnym się nie wyróżniają, ale też nie zanudzają.
DMC4 wyróżniają też dość… ciekawe, żeby nie powiedzieć osobliwe postaci. Młody i arogancki Nero, doświadczony i równie, jeśli nie bardziej arogancki Dante, naukowiec zakonu Agnus, który się j-j-j-j-ąka (i wygląda jak goryl. Autentyczny.), piękna wojowniczka Gloria,[SPOILER ALERT] która naprawdę nazywa się Trish i jest demonem [SPOILER OVER] i choćby Jego Świątobliwość, ogarnięty żądzą potęgi staruszek.
I na koniec – potwierdzam, diabeł może płakać. Chlip.

Reklamy