Mój pierwszy furry-rysunek :P

26 czerwca 2009

Furry

Komentujcie.

Reklamy

Czwarta część

21 czerwca 2009

Otworzył oczy i natychmiast je zamknął, porażony mocnym światłem.
– Och, obudziłeś się.
Otworzył oczy po raz kolejny, tym razem na stałe. Leżał na łóżku w skrzydle szpitalnym bazy. Kilka metrów dalej stał jeden z medyków.
– Kiedy cie tu przywieźli, byłeś w opłakanym stanie, szczerze mówiąc, wątpiliśmy że można cie jeszcze uratować. Ale Łuska wybiła nam z to głowy. Gdybyśmy nie spróbowali, to by nas chyba rozsmarowała po ścianach.
– Taaak… Już trzeci raz uratowała mi życie. Mam szczęście mieć ją w oddziale. – odparł
– Nie da się temu zaprzeczyć.
Po paru dniach Cień mógł już swobodnie się poruszać. Według lekarzy, to prawdziwy cud, że tak szybko się wylizał.
Siedział teraz na zboczu pobliskiego wzgórza – było to jego ulubione miejsce. Lubił tam po prostu usiąść i rozmyślać.
Obok niego usiadła Łuska – dopiero w tej chwili ją zauważył.
– Cześć. Widzę, że twoja rana nie sprawia ci już problemów.
– Mhm. Głównie dzięki tobie.
– Wiesz… zawsze byłeś taki skryty. Opowiedz mi trochę o sobie… Masz rodzinę?
– Cóż, rodziców nie widziałem od początku wojny. Mam brata, ale jego nie widziałem od dwóch miesięcy. Mnie przydzielili tutaj, a jego wzieli na jakąś specjalną misję. Nazywał się… zresztą, teraz już używa się tylko pseudonimów. Nazywano go Szrama. Nie wiem, gdzie teraz jest… Nawet nie wiem, czy żyje.
– Przykro mi, że tak dawno go nie widziałeś… Ale na pewno żyje.
– Dzięki, ale nie musisz mnie pocieszać.

Pod helikopterem rozpościerały się wielkie, lodowe równiny Arktyki. Powoli zbliżali się do wielkiego lodołamacza – ogromnego, masywnego Borealisa. W maszynie siedziało 6 osób. Dr Gordon Freeman, Alyx Vance i czterech uzbrojonych po zęby żołnierzy.
– Plan jest taki: Alyx i Jones zostaną tutaj i przypilnują, żeby nic nie stało się z helikopterem, resztę oddziału pod dowództwem Szramy biorę ze sobą i sprawdzamy statek. – powiedział Freeman.
– Gordon, ale…
– Alyx, jeśli coś tam się stanie, ktoś musi ratować helikopter, żeby mieć później czym odlecieć. A tylko TY potrafisz pilotować ten złom.
Dziewczyna bynajmniej nie była z tego zadowolona, ale doktor miał rację – musiała zostać.
Wylądowali niedaleko, tam, gdzie śnieg był mocniej ubity. Ruszyli w stronę okrętu, jeden z żołnierzy zarzucił linę z kotwiczką i wdrapali się na pokład.
– Pokład jest czysty. Schodzimy niżej.
Szrama spróbował otworzyć drzwi prowadzące pod pokład – były zamknięte.
– Shaun, wysadź zamek.
– Tak jest.
Rebeliant nazwany Shaunem wyjął z plecaka niewielki ładunek i umieścił go na drzwiach. Po chwili rozległ się niewielki huk i drzwi stały otworem.
Zeszli na dół, rozglądając się dookoła. Było cicho. Za cicho.
– Doktorku, gdzie mamy szukać tego urządzenia? – spytał Szrama.
– Według planów jest pod pokładem, na rufie.
Wszedli do pokoju wyglądającego na spiżarnię, wypełnionego regałami pełnymi kolorowych pudeł.
– Cśśś… słyszeliście to?
– Jakiś pisk, to pewnie jakieś szczu-
Szrama nie zdążył dokończyć wypowiedzi, gdyż tuż obok siebie ujrzał szybko się zbliżający czerwony laser. Uchylił się i padł na ziemię, a zaraz po nim cała reszta.
– Co do cholery tutaj robią stalkery? – powiedział jeden z żołnierzy.
– To nie są zwykłe stalkery, spójrz na ich głowy… – odparł Szrama – w każdym razie jeśli nadal będziemy sobie tu gadać, to nas poszatkują!
Szrama i jego rozmówca wychylili się zza regałów i rozpoczeli ostrzał.
Kriss Super V, broń używana przez Szramę, była bronią wręcz idealną na bliskie dystanse. Średnią celność nadrabiał szybkostrzelnością i potężnym kalibrem .45 ACP.
Po chwili dwa stalkery leżały już bez ruchu na podłodze.
– Kombinat zastawił na nas pułapkę. – powiedział Szrama.
– Dwóch stalkerów? To miało nas powstrzymać? – odezwał się Shaun.
– Nie. Już za chwilę przywita nas kilka oddziałów żołnierzy.
Nie mylił się. W korytarzu czekało już dziesięciu napastników. Wybuchła strzelanina, część wrogiego oddziału wycowała się w głąb lodołamacza. Oddział rebeliantów nadal nacierał, wypierając żołnierzy z kolejnych pomieszczeń.
Dotarli do rufy lodołamacza po dwudziestu trupach, bez strat własnych, jedynie Shaun oberwał w ramię.
– Potrafisz to uruchomić, doktorze?
– Myślę, że dam radę. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Dr Freeman podszedł do konsoli, po paru minutach monitory oświetliły pokój delikatnym, niebieskim światłem
TELEPORTING SEQUENCE ACTIVATED. ALL PERSONNEL ABOARD WILL BE DISINTEGRATED. SEQUENCE WILL BEGIN IN TWO MINUTES.
– O cholera, BIEGIEM!
Oddział rzucił się do ucieczki korytarzami Borealisa, biegnąc w stronę wyjścia na pokład. Wpadli na górę i rzucili się z rufy do morza. Za nimi pojawił się wielki, oślepiający błysk, a lodołamacz zniknął.
Ostatnimi siłami dopłyneli do brzegu kry i wdrapali się na nią.
– Gordon, jesteście cali? Gordon? – rozległ się głos z krótkofalówki.
– Tak, Alyx… przemarznięci, ale żyjemy.
– O nie… Gordon, musimy stąd odlatywać… Antliony nas zaatakowały, około dwóch kilometrów na północ stąd jest dawna placówka naukowa. Będziemy tam na was czekać.
– Dobra, damy radę.
Przebijali się przez śniegi i lód Arktyki, często atakowani przez antliony. Podczas walki jeden z potworów dorwał Shauna kiedy ten przeładowywał. Śnieg wokół niego szybko nabrał szkarłatnej barwy. Chłopak został wręcz rozdarty na pół. Po walce przyklęknął przy nim Szrama.
– Kur*a… nie, nie, NIE. Mówiłem mu, że jest jeszcze niedoświadczony, że powinien zostać… Ale koniecznie chciał lecieć na tą misję…
Był wściekły. Na siebie, bo wkońcu się zgodził, na Shauna, na ten cholernie nieuczciwy los, był wściekły na cały świat.
Ale szedł dalej.
Po kilku godzinach dotarli do kompleksu badawczego, gdzie spotkali się z Alyx i Jonesem, i odlecieli.

Kiedy lecieli już nad Polską, komputer pokładowy wykrył zbliżającą się rakietę. Nie mieli flar. Alyx rozpaczliwie próbowała uniknąć zderzenia, ale nic nie zdziałała. Helikopterem wstrząsnął wybuch i spadli na ziemię.

SUBJECT: „SZRAMA”
STATUS: TERMINATED
REASON: LOSS OF MISSION CRITICAL RESOURCES

Nickelback

20 czerwca 2009

Zespół został założony w 1995 roku w małym miasteczku Hanna w prowincji Alberta w Kanadzie przez wokalistę i gitarzystę Chada Kroegera, brata Mike Kroegera, gitarzystę Ryana Peake oraz kuzyna, perkusistę Brandona Kroegera.

Aktualny skład:
– Chad Kroeger
– Ryan Peake
– Mike Kroeger
– Daniel Adair

Albumy:
– Curb
(1996)
– The State
(1998)
– Silver Side Up
(2001)
– The Long Road
(2003)
– All the Right Reasons
(2005)
– Dark Horse
(2008)

Najlepsze utwory (moim zdaniem):
Hero
How You Remind Me
Flat On The Floor

Trzecia część

20 czerwca 2009

Pod maską honkera terkotał czterocylindrowy silnik. Zgrzytnęły hamulce i wóz momentalnie się zatrzymał. W odległości kilkuset metrów było widać spory obiekt wojskowy.
– Wysiadamy, dalej musimy się skradać.
Wszyscy nasuneli na oczy noktowizory, przejęte z magazynów rozbitego Wojska Polskiego. Cień zdjął z ramienia swoje M4, przykręcił tłumik, włączył kolimator i przeładował. Skradali się przez łąkę, trzymali się nisko i starali się nie hałasować. Po kilku minutach czołgania się wśród trawy, dotarli tuż obok bocznego wejścia do bazy.
Dwóch strażników.
Cień nakierował kropkę celownika na głowę jednego z nich. Rozległo się ciche puknięcie, a zaraz po nim kolejne – drugim strzelcem była Łuska. Podnieśli się z trawy i szybko podbiegli do wejścia.
– Dobra, teraz się rozdzielamy. Ja i Wilk zgramy dane z komputerów. Łuska, weźmiesz Psychola i podłożycie ładunki. – wyszeptał Cień.
– Jasne. – odpowiedziała.
Cień i Wilk skradali się korytarzami pokrytymi zimną, kombinacką stalą. Po drodze do komputera nie napotkali większych problemów – zdjęli kilku żołnierzy, ale nikt ich nie zauważył.
Weszli do pomieszczenia z głównym komputerem, Wilk podszedł do niego, wyjął z plecaka laptopa i zaczął rozpracowywać system.
– Wilk, ktoś tu idzie. Ile czasu potrzebujesz?
– Jakieś 5 minut.
– Rozczaruję cię, ale nie mamy tyle czasu.
– Więc zrób coś – odpowiedział mu Wilk, nawet nie odwracając oczu od laptopa.
Rozległo się pukanie do metalowych drzwi.
– John, twoja zmiana już się skończyła, otwieraj.
Cień wyjął zza paska amerykański battle knife, i próbował udawać brzmienie głosu żołnierza kombinatu.
– Jasne, już ci otwieram…
Otworzył drzwi tak, żeby wchodzący żołnierz nie mógł go zobaczyć, a kiedy ten wszedł, wbił nóż w przestrzeń pomiędzy kevlarowym pancerzem, a maską.
Żołnierz cicho zachrypiał, a z jego gardła tryskała fontanna krwi, przy okazji nieźle ochlapując Cienia. Pchnięcie battle knife’em w tchawicę oznaczało prawie natychmiastową i – co najważniejsze – cichą śmierć.
– No cóż, nie to miałem na myśli… ale działa – powiedział Wilk.
Cień, Wilk, mamy kłopoty, wykryli nas przy podkładaniu ostatniego ładunku, jesteśmy przygnieceni ogniem! – Łuska krzyczała przez krótkofalówkę. – Jak nie przyjdziecie nam szybko na pomoc, to nas tu poszatkują!
– Dobra, będziemy jak najszybciej jak się da.
Lokacja ostatniego ładunku była dość niedaleka, więc mogli szybko się tam dostać. Tym bardziej, że już się nie skradali – jeśli wykryli Psychola i Łuskę, nie miało to już sensu. Na korytarzu ostrzelali kilku żołnierzy i dotarli na pozycję reszty drużyny.
– Wilk, granat plazmowy na pozycję kaemu, tuż po tym wchodzimy i wykańczamy niedobitków.
– Się robi!
Błyskawicznie załadował granatnik, wycelował i wypalił. Granaty pulsacyjne były jeszcze głośniejsze od konwecjonalnych, i jeszcze bardziej mordercze. Obsługa kaemu i kilku pobliskich żołnierzy zostali zdematerializowani. Na pole bitwy wpadli Cień i Wilk – mieli przewagę – zaskoczyli wroga, a na dodatek atakowali od tyłu, więc kilku pozostałych żołnierzy było oszołomionych i szybko zostali zneutralizowani.
– Łuska, Psychol, wyskakujcie stąd i spadamy, I TO SZYBKO, RUCHY!
Rzucili się do ucieczki korytarzem prowadzącym na zewnątrz. Kiedy biegli do terenówki, Cień dostał w plecy i upadł na ziemię.
Pocisk znacznego kalibru przebił się przez kamizelkę i utknął w brzuchu rebelianta.
– Cholera, Cień! – krzyknęła Łuska i pomogła mu wstać.
Na tylnej kanapie terenówki, trzęsącej się nie wybojach, poczuł jak odpływają z niego wszystkie siły, zaczął tracić czucie w kończynach.
Umierał.

Breaking Benjamin

19 czerwca 2009

Utworzona w 1998 roku przez wokalistę Bena Burnleya i perkusistę Jeremy’ego Hummela, grupa ta gra alternative rock i post grunge.

Aktualny skład:
– Benjamin Burnley
– Aaron Fink
– Mark Klepaski
– Chad Szeliga

Albumy:
– Saturate (27 lipca 2002)
– We Are Not Alone (29 czerwca 2004)
– Phobia (8 kwietnia 2006)

Najlepsze utwory (moim zdaniem):
The Diary of Jane
So Cold
Blow Me Away

Druga część

19 czerwca 2009

– Pobudka, śpiochu!
Cień powoli otworzył oczy i z wyraźnie niewesołą miną rozejrzał się po pokoju. Tuż przed nim stał Wilk. Zdecydowanie nie był to widok który chciał zobaczyć jako pierwszy po obudzeniu. Przy okazji, miał ochotę zabić go za to, że tak wcześnie do niego przyszedł. W drzwiach, opierając się o framugę, stała Łuska. Tak, to był zdecydowanie przyjemniejszy widok.
– Wilk, po**bało cię? Dopiero szósta rano…
– Zapomniałeś, że musimy jeszcze zgłosić się na ćwiczenia i przygotować się do misji. No i ponoć mają nam dzisiaj rozdać nowy sprzęt.
– Cholerny Lykan… Zawsze przygotuje mi ćwiczenia wczesnym rankiem.
Wilk i Łuska wyszli na zewnątrz, zapewne poszli obudzić Psychola. Cień wstał z łóżka i zaczął wkładać mundur.
Spojrzał na zegarek – 6.05, a ćwiczenia zaczynały się o 6.40. Miał jeszcze sporo czasu. Postanowił wyczyścić swój karabin, bo ostatnio ostro go traktował, a nikt nie lubi kiedy broń zacina się w środku starcia.
Ciekawe, co to za nowy sprzęt mamy niby dostać. – pomyślał – Lykan nigdy nam nie przydzielał nowego wyposażenia.
Skończył czyścić swoje M4 i sprawdził czy wszystkie mechanizmy działają jak należy. Zwrócił uwagę na godzinę – była 6.30. Założył kamizelkę kuloodporną, przypiął kaburę pistoletu do pasa, zarzucił karabin na ramię i wyszedł na korytarz poszukać swojego oddziału.
Idąc korytarzem rozmarzył się, że po zakończeniu wojny, choć na razie się na to nie zapowiadało, dostanie jakieś porządne wynagrodzenie za służbę w A.R.A.M. i kupi sobie duży, luksusowy dom i szybki samochód. Last but not least, zaczął marzyć o Łusce. Z tego błogiego stanu wyrwały go krzyki dochodzące z dalszej części korytarza.
– To nie moja wina, że nie trafiłeś do A.R.A.M. Sam sobie prze**bałeś kartotekę ćpaniem!
Za rogiem zobaczył Wilka trzymającego jakiegoś żołnierza za kamizelkę, obaj byli zdenerwowani i kłucili się.
– Hej, panowie, uspokójcie się, zanim dojdzie do rękoczynów. – powiedział Cień.
– To nie ja, do cholery jasnej, zacząłem tą dyskusję. – warknął Wilk i puścił nieznanego Cieniowi faceta.
Po krótkiej wymianie spojrzeń, mając na uwadze obecność żołnierza wyższego rangą, obaj rozeszli się w swoje strony.
– Kto to był?
– Stary znajomy… obwinia mnie, że ja dostałem się do A.R.A.M., a on nie. Nie dopuścili go, bo kiedyś przyłapano go jak ćpał jakieś narkotyki.
– Rozumiem, nie będe się wtrącał w twoje sprawy.
Dołączyli do reszty oddziału i wyruszyli w stronę poligonu na ćwiczenia.
Standardowe treningi A.R.A.M. niczym się nie wyróżniały – trzy kółka, dwa razy przebiec tor przeszkód i strzelnica. Ale dzisiaj miały dojść testy nowego wyposażenia.
Po zakończeniu standardowych ćwiczeń, trafili do czekającego już na nich Lykana.
– A więc dzisiaj dostaniecie nowy sprzęt. Cień – ty dostaniesz celownik optyczny ACOG z funkcją noktowizora. Wilk, ty dostaniesz zestaw prototypowych granatów pulsacyjnych. Psychol, ty dostaniesz podręczny radar, potrafi wykryć nawet Huntery. A dla ciebie, Łuska, mamy specjalną amunicję dalekosiężną. A zamiast tej starej kupy złomu dostaniecie Honkera.
– Świetnie, w końcu jakiś porządny wóz. – odparł Cień.
– Przejdźmy teraz do waszego nowego zadania. Waszym celem jest zinfiltrować bazę Kombinatu na wschód od Warszawy – zgrać dane z komputerów, podłożyć ładunki C4, ewakuować się i wysadzić budynek.
– Tak jest, pułkowniku.
– A teraz idźcie przetestować nowy sprzęt, za 4 godziny wyruszacie na misję.

Pierwsza część

17 czerwca 2009

Czerwony pick-up powoli sunął zniszczoną, dziurawą drogą, otoczoną z obu stron przez las. Drzewa migały za oknami, a otoczenie pozornie wyglądało na puste. Można by pomyśleć, że właściwie nic się tutaj nie stało. Jeśli spojrzeć dokładniej, można jednak było od czasu do czasu zobaczyć kręcące się po okolicy stworzenia z Xen. Mimo to, gdyby nie przyglądać się mieszkańcom lasu, można by pomyśleć, że to kolejny, zwykły dzień na Ziemi. Tymczasem przez naszą planetę, zaledwie kilkanaście miesięcy temu, przewinął się największy konflikt w historii. Pomimo tego, że był najkrótszy, zebrał najkrwawsze żniwo ze wszystkich. Wojna Siedmiogodzinna.
– Cholera, Psychol, mówiłeś, że mamy paliwa do pełna, a ono się właśnie skończyło!
– Że jak?! Powinno nam starczyć benzyny do samej Warszawy… Może to przez to, że tak szarżowałeś przy pościgu z APC.
– Może, ale teraz jesteśmy unieruchomieni.
– Chłopaki, uspokójcie się, kawałek dalej jest wioska, na pewno znajdziemy tam jakiś kanister. – wtrąciła się Łuska.
– Racja. Przygotujcie się, za minutę ruszamy.

Cień przeładował swoje M4, niedbale zarzucił je na ramię i na wszelki wypadek odpiął kaburę swojego Colta 1911. Odwrócił się w stronę swojej drużyny – byli doświadczeni i wszyscy w ciągu minuty zdążyli się dokładnie przygotować.
– Dobra, wszyscy gotowi, idziemy.
Niewielka grupka ruszyła brzegiem drogi w kierunku wioski. Po okolicy błądziło kilka stworzeń, ale nie zwracały uwagi na ludzi. Dopóki się do nich nie zbliżyć, nie były agresywne. Zupełnie jak nasze zwierzęta.
Po krótkim spacerze ten mały pochód dotarł na miejsce. Zaczęli przeszukiwać domy i garaże. Większość stała pusta, z zaledwia kilkoma zniszczonymi meblami. Widocznie część mieszkańców się stąd wyniosła. W jednym z garaży znaleźli starego, zardzewiałego Żuka, prawdziwy zabytek. A w rogu stał upragniony kanister.
– Tutaj! Mam kanister, jest prawie pełny. – krzyknął Psychol.
– Dobra robota, zwija-
Wtedy powietrze przeciął przerażający krzyk, wręcz niemożliwy do opisania. Krzyk martwych.
– Jasna cholera, zombiaki! – krzyknął Wilk.
– Psychol, pakuj kanister do plecaka i spadamy stąd, główne drzwi są zablokowane, wychodzimy przez okno!
Jedno z frontowych okien rozsypało się w setki kawałeczków, a przez nie wpadł obdarty ze skóry, kontrolowany przez Xeniańskie zwierze człowiek. Rzucił się w kierunku Cienia, a ten wręcz zamarzł w bezruchu. Patrzył się na nadbiegającego martwego, i nie mógł nic zrobić. Strach go unieruchomił. W kilka sekund zombiak przygwoździł go do podłogi i kiedy już miał zacząć rozdzierać go na części, seria z karabinku pozbawiła go głowy. Łuska miała wyczucie czasu, nie da się temu zaprzeczyć.
– Cień, co ty wyprawiasz?! Nigdy tak nie stanąłeś w środku walki!
– Nie wiem, nie mogłem się ruszyć… Ale nie mamy teraz czasu, uciekamy przez okno, zanim zombiaki wywalą drzwi!
Pierwszy zareagował Wilk i sprawnym skokiem wypadł przez okno, przeturlał się i wystrzelił z granatnika w kierunku grupki martwych. Walczących zasypał desz krwi i urwanych członków
Dalej oddział kolejno wyskakiwał i rzucili się do ucieczki. Ostrzeliwując pościg, dotarli do pick-upa i Psychol zaczął napełniać bak.
– Dobra, gotowe, wsiadajcie i spadamy stąd, go go go!
Cień wskoczył za kierownicę, odpalił wóz i wrzucił ręczny. Wprowadził go w poślizg, jakimś cudem zmusił to wielkie bydle do obrotu o 180 stopni i ruszył z piskiem opon. Po chwili zmasakrowana ręka, wyciągnięta przez okno, zaczęła sięgać do jego gardła. Błyskawicznym ruchem wyjął swojego Colta i wpakował cały magazynek w głowę tego ścierwa. Miał dobre przeczucie aby odpiąć kaburę. W każdym razie byli już bezpieczni. Stosunkowo bezpieczni.
Tym razem paliwa starczyło do Warszawy, a raczej do miejsca kilka kilometrów pod nią, czyli bazy polskiej rebelii.
Podczas wchodzenia do bazy trzeba było przejść przez pokój wypełniony kamerami i skanerami, a później obok wartownika. Kiedy oddział przechodził obok niego, ten zaczął coś mruczeć, że dziewczyna w elitarnym oddziale to jakieś żarty. Łuska do spokojnych nie należała, więc dalszy rozwój sytuacji można było łatwo przewidzieć. Z całej siły przyłożyła mu z liścia.
Wartownik już miał się odwinąć, ale po chwili patrzył już w zimną lufę Colta 1911.
– Jak ją dotkniesz, to twój mózg będą zeskrobywać ze ściany do jutra.
Strażnik odsunął się i zdenerwowany odszedł do stolika i wziął kubek z kawą.
– Cholerni żołnierze A.R.A.M., myślą że mogą się tu rządzić, sku**iele…
W tym momencie kubek z kawą rozprysnął się, a w jego rękach zostało tylko ucho.
– Słyszałem ten komentarz, dupku! – warknął Cień, trzymając w ręku dymiącego Colta.
Przeszli dalej, w głąb bazy, na spotkanie z pułkownikiem.
– Ah, trzynastka. Jesteście. Jak się powiodła wasza misja? – powiedział pułkownik.
– Lykan, do cholery jasnej, dlaczego nam nie powiedziałeś że ta fabryka produkuje jakieś pier**lone miniatomówki? Jeden błąd i całe województwo poszło by z dymem! – zaczął się wydzierać Cień.
– Cóż, mam do was zaufanie. Jesteście moim najlepszym oddziałem, a wiedząc, jak bardzo nie lubisz broni atomowej, nie mogłem ryzykować że odmówicie.
– Czyli nasze życie nie jest wystarczająco ważne?
– Tego nie powiedziałem. Jutro dostaniecie kolejną misję, możecie się rozejść do kwater.
– Tak jest, pułkowniku. ­- odparł z nieukrywaną złością Cień.
Wyszli z pokoju i skierowali się w stronę wschodniego skrzydła bazy, gdzie mieli swoje pokoje.
– Do zobaczenia jutro, drużyno. – rzucił Cień i skierował się w swoją stronę.
Otworzył drzwi i wszedł do środka. Wszytko leżało tak, jak to zostawił trzy dni temu. Czyli większość rzeczy byla rozrzucona po całym pomieszczeniu. Zdjął plecak, rozładował swoje M4 i położył na półce. Położył się na łóżku, i zaczął rozmyślać.
– Tym razem nam się udało, ale jak długo będziemy potrafili uciekać…? – wyszeptał.

Pierwszy wpis.

17 czerwca 2009

Hej, jestem Arto, a to (niespodzianka!) mój blog.
Założyłem go głównie po to, aby publikować tutaj moje opowiadanie, którego akcja toczy się w uniwersum Half-Life, a dokładniej – drugiej części owej gry. No ale gdybym dawał tu tylko opowiadanie, to blog pewnie z leksza świeciłby pustką. Toteż co jakiś czas będe pisał na inne tematy – gry, muzyka, wszystko inne.

Dzisiaj wstawiam pierwszy kawałek opowiadania – miłej lektury.