Archive for Luty 2010

Chwilowy przebłysk internetu

3 lutego 2010

No i dzięki niemu wrzuciłem siódmą część. Czyta to ktoś jeszcze? Dać głos w komentarzach, żebym wiedział czy mam dalej pisać D:<

Reklamy

Siódma część

3 lutego 2010

Brudne lampy w stołówce dawały tak niewiele światła, że wewnątrz panował niemal półmrok. Cień wychylił się do tyłu na krześle, strzepując okruchy z munduru. Błogi stan lenistwa został przerwany przez komunikat dochodzący z krótkofalówki.
– Trzynastka, jazda na odprawę. Pułkownik czeka.
– Eh… co tym razem – westchnął z nieukrywanym wyrzutem – od dwóch miesięcy nie mieliśmy luzu więcej niż jeden dzień…
Dopił resztę herbaty z blaszanego kubka i szybkim krokiem wyszedł ze stołówki, kierując się w stronę biura Lykana. Po drodze spotkał Psychola, w pośpiechu dopinającego mundur.
– Lykan nigdy nie da mi się wyspać, co?
– Wyspać? Człowieku, jest dopiero szósta wieczorem… ile ty chcesz spać?
– Ile się da…
Na miejscu czekała już na nich reszta oddziału i oczywiście ich dowódca. Na jego twarzy można było zauważyć wyraźne zmartwienie, choć próbował to ukryć.
– Właśnie dostaliście szansę wpłynąć na losy tej wojny. Nasz wywiad złożył raporty że w kompleksie badawczym Kombinatu około 90 kilometrów stąd przetrzymywany jest kryształ pochodzący z Xen. Dr Kleiner twierdzi że owe próbki mogą pozwolić na zakłócenie działania portali, przez co Kombinat zostanie odcięty od swojego pierwotnego świata. Waszym zadaniem jest odzyskanie tych próbek i przestransportowanie ich na południe, gdzie przebywa dr Kleiner. Jednak nie będziecie sami. Rząd brytyjski, uznając powagę sytuacji, przysłał elitarny oddział Wolfpack. Będzie on pod twoim dowództwem, Cień. Miejsce spotkania jest zaznaczone na tej mapie.
– Tak jest, sir.
– Cień, zostań tu na chwilę.
Nieco zaskoczony zaistniałą sytuacją stanął przed pułkownikiem.
– Tak?
– Wolfpack zawsze działał sam, więc mogą być troche szorstcy w stosunku do twojego dowództwa. To dobrzy żołnierze, ale zwykle przyjmują rozkazy tylko od ludzi naprawdę wysoko położonych. Musisz z nimi ostro postępować jeśli chcesz zdobyć ich szacunek.
– To da się załatwić.
– I uważaj na siebie. Chcę żebyście wrócili w komplecie.

Przybyli na miejsce spotkania, na obrzeżu lasu. Humvee którym przyjechali został zakamuflowany. Musieli go porzucić, bo cała akcja odbywała się bez użycia pojazdów, utrudniając wrogowi wykrycie rebeliantów. Staneli na polance, ale wszędzie dookoła było pusto. Jedynie Cień rzucał kamykami w trawę. Łuska spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
– Testuję ich… Daj znak.
Trzykrotnie zagwizdała, po czym z miejsca w które rzucał Cień podniósł się umundurowany mężczyzna i podzedł do nich.
– Gratuluję spostrzegawczości. Kapitan Konrad Grabowski, jak mniemam? – przytaknął – Porucznik Jake Burton, Siły Lądowe Jej Kró-
– Darujmy sobie część oficjalną. Od teraz posługujemy się tylko pseudonimami. Ty i twoi ludzie przybierzecie nazwy kodowe Alfa, Bravo, Charlie i Echo. Nasze dostaliście podczas odprawy. A teraz bierzcie dupy w troki i ruszamy.
– Dobra chłopaki, wyłazić.
Spomiędzy drzew wyłoniły się kolejne trzy uzbrojone postaci. Trzynastka ruszyła przodem, a Wilki objęły rolę tylnej straży.
– U nich nawet medyk nie jest kobietą, huh?
– Do Wilków nie wpuszczają kobiet – powiedział Cień – dlatego właśnie my jesteśmy lepsi.
Łuska i DD odpowiedziały mu uśmiechami, a Wilk ledwo powstrzymał się od śmiechu. Po kilkudziesięciu minutach skradania się przez wysoką trawę, unikając światła szperaczy, podeszli pod mury bazy. Psychol podłożył ładunki na ścianie, za którą według planów miał znajdować się korytarz prowadzący najkrótszą drogą do miejsca gdzie przechowywany jest kryształ.
– Jak już wysadzimy sobie wejście, nie będzie odwrotu. Zrobi się tu małe piekło.
Kiedy wszyscy byli na pozycjach, okolicą wstrząsnęła silna eksplozja, po czym cała dziesiątka wbiegła na korytarz. Kilkanaście sekund później zabrzmiały syreny alarmowe i pierwsze wystrzały rozcięły powietrze. Strażnicy byli tak zaskoczeni że nie byli w stanie stawić sensownego oporu. Niewielu było w stanie odpowiedzieć celnym ogniem. Na końcu każdego korytarza znajdowały się potężne stalowe drzwi, zamykane na kod.
– Wilk, zamknij śluzę, to ich trochę spowolni!
Podbiegł do konsoli, odłączył panel i ręcznie zamknął drzwi, po czym spowodował zwarcie w obwodach. Arto odetchnął z ulgą, pietnaście milimetrów stali zapewniało im chwilę względnego spokoju.
– Nie dysz – rzucił Szrama – To dopiero początek.
– Wsadź sobie w dupę ten początek -wskazał na poszarpany rękaw munduru – Mnie już kule głaskają.
– Później wymienicie się ploteczkami na temat wojennych wrażeń – Cień zdecydował się przerwać konwersację, zanim się rozwiną – Przypominam wam, że jesteśmy po uszy w gównie. Idziemy. Psychol, na szpicę.
Szrama wydawał się lekko urażony decyzją swojego brata, ale nikt nie oponował i ruszyli w drogę. Kilkadziesiąt metrów dalej oddział strażników, niczego się nie spodziewając, wychodził właśnie na korytarz. Wprost na nich.
Psychol na przedzie nie znalazł się przypadkiem. Uzbrojony w strzelbę Franchi SPAS-12, ten fan walk na bliskie dystanse, w ciasnych pomieszczeniach był prawdziwą maszyną do zabijania.
Półautomatyczna strzelba ujadała niczym rasowy, szkolony do walk amstaff. Krótko i głośno. Śmiercionośnie. Wynagradzając wszelkie niepowodzenia swego pana, których doznał przez lata wojny. Walka zakończyłą się zanim żołnierze zdążyli zareagować. Rozpryskowe pociski, mimo solidnego opancerzenia przeciwników, dotkliwie zmasakrowały ich ciała. Podłoga została obficie spryskana posoką, a jeden z nich został pozbawiony głowy dobrze wymierzoną chmurą pocisków.
Jeden z Brytyjczyków z uznaniem spojrzał na Psychola, ładującego dymiącego jeszcze SPASa. Szybko posuwali się do przodu, likwidując kilka grup stawiających nikły opór. Jedynie podczas przechodzenia przez magazyn żywności natknęli się na silny opór. Grupa około dwudziestu kilku żołnierzy, z kaemem i automatycznym punktem ogniowym, stanowiła już poważną przeszkodę. Jednak zsynchronizowana akcja przy użyciu błyskdymek, przygotowujących pole manewru dla szturmu mającego za zadanie wysadzenie wieżyczki i eliminację żołnierzy, będąc ubezpieczanym przez Łuskę. Jednym celnym strzałem pozbyła się kaemisty, po chwili wybuch zasygnalizował wypadnięcie z gry wieżyczki. Rebelianci szybko wykończyli ogłuszonych i wycofujących się żołnierzy.
Jak na misję w sercu ważnej bazy wojskowej, szło im całkiem łatwo. Wręcz zbyt łatwo.
Pomieszczenie z próbkami bronione było przez grupę elitarnych żołnierzy w białych kombinezonach. Ci nie dali się zaskoczyć. Po ciężkiej wymianie ognia oddział wyszedł jedynie z rannym porucznikiem Burtonem. Co pewnie zmieniło by się, gdyby nie przewaga liczebna rebeliantów, bo choć nad zwykłymi żołnierzami górowali wyszkoleniem, to elita już dorównywała, a czasem nawet przewyższała ich pod tym względem.
Mały, metalowy kontener z kryształem spoczywał na stole w głębi pokoju. Cień wrzucił go do plecaka i zaczęła się druga faza misji.
– Arto, weź dwóch Brytyjczyków i osłaniaj nasze tyły – w oddali było już słychać żołnierzy – Chcą nas zajść z drugiej strony.
– Się robi. Charlie, Delta, idziecie ze mną.
Dwóch wyspiarzy z pewną niechęcią ruszyło za porucznikiem. Rzut oka na ich mundury pozwolił mu stwierdzić, że jeden z nich jest sierżantem, a drugi zaledwie kapralem. Musieli bezsprzecznie przyjąć jego dowództwo. Czego zresztą nie znosił. Wysoki stopień przyjął jedynie pod naciskiem swojego dowódzcy. Niektórzy twierdzili, że sprawdził by się w tej roli, jednak on tak nie uważał. Nienawidził dowodzić, więc oddzielenie od reszty przyjął z równą niechęcią co pozostała dwójka.
Kiedy znaleźli się na pozycjach pozwalających na skuteczne osłanianie odwrotu, przeciwnik podjął próbę ataku. Serie z broni maszynowej po chwili przygłuszone zostały silną eksplozją, po czym z drugiej strony korytarza przyłączył się do nich terkot karabinów reszty i soczyste ujadanie SPASa. Za swoimi plecami ujrzeli zasypane już przejście.
– Arto, jesteście cali? – odezwał się głos z krótkofalówki
– Tak. Co tam się stało?
– Pułapka. Chcieli odciąć nam odwrót i rzucić kilka oddziałów do walki, ale póki co ich odepchnęliśmy – Cień był zdyszany – Macie plany budynku. Znajdźcie inne wyjście i spotkamy się w punkcie zbornym określonym przed misją. Uważajcie na siebie, główny siły walą w nas, ale was jest tylko trzech, więc nie szarżuj.
– Tak jest, kapitanie.